Bookbot

Traktat o łuskaniu fasoli

Ocena książki

Parametry

  • 398 stron
  • 14 godzin czytania

Więcej o książce

Często przyjeżdżał zimą, ale nie polował, mimo że miał fuzję. Nie wiadomo, do czego mu była potrzebna. Pewnego dnia przyjechał z ciężarówką, zabrał poroża i wystawił domek na sprzedaż. Niektórzy mówili, że znalazł kupca, inni, że wyrzucił je na śmieci. Mógłbym więcej sadzić fasoli, a zamiast łuskać, poszlibyśmy na spacer do lasu. Przywiozłem sporo płyt z muzyką. Nie gram w szachy, bo nie miałem cierpliwości. Czasem grałem w brydża, ale to wymaga czterech osób. Na budowach, jeśli nie piliśmy wódki, graliśmy w różne karty. W szkole graliśmy w pudełka zapałek. Prosta gra polegająca na tym, by pudełko leżało na stole, a potem podbijało się je palcem. W zależności od tego, jak upadnie, tyle punktów się zdobywa. Umawialiśmy się na dziesięć punktów. Gra nie była tak niewinna, jak się wydaje, bo wszystko zależy od stawki. Graliśmy, gdy przychodził wychowawca, nie zapisując punktów. Zbierał pudełka od zapałek, a wieczorami sprawdzał, czy wypaliliśmy wszystkie. Musieliśmy udawać, że szykujemy się do spania, by mógł wyjść. Gdy w końcu wychodził, zaczynaliśmy grać na poważnie.

Zakup książki

Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski

Język
Rok wydania
2016
Oprawa
(miękka),
Stan książki
Dobry
Cena
82,01 zł

Metody płatności

4,4
Bardzo dobra
4022 Ocena

Brakuje nam tutaj Twojej recenzji.

Tytuł
Traktat o łuskaniu fasoli
Język
polski
Wydawca
Znak
Rok wydania
2016
Oprawa
miękka
Liczba stron
398
ISBN10
8324008918
ISBN13
9788324008919
Seria
Kategorie
Pierwsze wydanie
2006
Oryginalna nazwa
Traktat o łuskaniu fasoli
Ocena
4,35 z 5
Opis
Często przyjeżdżał zimą, ale nie polował, mimo że miał fuzję. Nie wiadomo, do czego mu była potrzebna. Pewnego dnia przyjechał z ciężarówką, zabrał poroża i wystawił domek na sprzedaż. Niektórzy mówili, że znalazł kupca, inni, że wyrzucił je na śmieci. Mógłbym więcej sadzić fasoli, a zamiast łuskać, poszlibyśmy na spacer do lasu. Przywiozłem sporo płyt z muzyką. Nie gram w szachy, bo nie miałem cierpliwości. Czasem grałem w brydża, ale to wymaga czterech osób. Na budowach, jeśli nie piliśmy wódki, graliśmy w różne karty. W szkole graliśmy w pudełka zapałek. Prosta gra polegająca na tym, by pudełko leżało na stole, a potem podbijało się je palcem. W zależności od tego, jak upadnie, tyle punktów się zdobywa. Umawialiśmy się na dziesięć punktów. Gra nie była tak niewinna, jak się wydaje, bo wszystko zależy od stawki. Graliśmy, gdy przychodził wychowawca, nie zapisując punktów. Zbierał pudełka od zapałek, a wieczorami sprawdzał, czy wypaliliśmy wszystkie. Musieliśmy udawać, że szykujemy się do spania, by mógł wyjść. Gdy w końcu wychodził, zaczynaliśmy grać na poważnie.