Bookbot

Żywe linie nowe usta

Ocena książki

Parametry

  • 40 stron
  • 2 godziny czytania

Więcej o książce

Człowiek postrzega świat jak syna, źródło białka. Regulujemy leki, a parówki z Aldika po operacjach krwawią z genitaliów. Obserwujemy syna kradnącego w Gdańsku, bez bezpośredniej percepcji. Filtry spalinowe montujemy w oknach, a śpiew staje się błotem w pieśni. Rzeczywistość ujawnia się w immanentnej inności, w świetle łóżka z pacjentem. Budziłem go, gdy był mały, w patosie konstrukcji. Człowiek widzi świat jak wielkoprzemysłowego syna w programach leczenia abstynencji. Serce nie czuje. Armatorem jest ten, kto żegluje statkiem, łącząc fale kompotu z zarobkiem. Udało się uwolnić kilka tysięcy złotych do receptorów. Odpowietrzanie krzywizn niezgodnie z przepisami. Człowiek postrzega świat przez pryzmat farmaceutyków. Kurierzy jeżdżą na komunię, doszukując się w spodniach dzwoneczków. Alarm dla Warszawy wisi w sieci jak inne treści. Człowiek patrzy na syna wychodzącego z armatury terenów zielonych. Wspomnienia letnisk budzą automatyzm bez troski. Pieluchomajtki lądują w pojemniku na odpady medyczne, notując życie psychiczne. Pozostają ślady, które przyjmują i nie są zbyt ciasno ani za luźno zapięte. Jesteś młody, a przed krokiem w nieznane wahania. Uśmiecham się, bo jesteś piękny.

Wydanie

Zakup książki

Żywe linie nowe usta, Marcin Mokry

Język
Rok wydania
2022
Oprawa
(miękka)
Jak tylko się pojawi, wyślemy Ci wiadomość e-mail.

Metody płatności

2,9
Dobra
9 Ocena

Brakuje nam tutaj Twojej recenzji.

Tytuł
Żywe linie nowe usta
Język
polski
Rok wydania
2022
Oprawa
miękka
Liczba stron
40
ISBN10
8366487636
ISBN13
9788366487635
Seria
Kategorie
Tagi
Ocena
2,9 z 5
Opis
Człowiek postrzega świat jak syna, źródło białka. Regulujemy leki, a parówki z Aldika po operacjach krwawią z genitaliów. Obserwujemy syna kradnącego w Gdańsku, bez bezpośredniej percepcji. Filtry spalinowe montujemy w oknach, a śpiew staje się błotem w pieśni. Rzeczywistość ujawnia się w immanentnej inności, w świetle łóżka z pacjentem. Budziłem go, gdy był mały, w patosie konstrukcji. Człowiek widzi świat jak wielkoprzemysłowego syna w programach leczenia abstynencji. Serce nie czuje. Armatorem jest ten, kto żegluje statkiem, łącząc fale kompotu z zarobkiem. Udało się uwolnić kilka tysięcy złotych do receptorów. Odpowietrzanie krzywizn niezgodnie z przepisami. Człowiek postrzega świat przez pryzmat farmaceutyków. Kurierzy jeżdżą na komunię, doszukując się w spodniach dzwoneczków. Alarm dla Warszawy wisi w sieci jak inne treści. Człowiek patrzy na syna wychodzącego z armatury terenów zielonych. Wspomnienia letnisk budzą automatyzm bez troski. Pieluchomajtki lądują w pojemniku na odpady medyczne, notując życie psychiczne. Pozostają ślady, które przyjmują i nie są zbyt ciasno ani za luźno zapięte. Jesteś młody, a przed krokiem w nieznane wahania. Uśmiecham się, bo jesteś piękny.